Michael Redd żegna się z NBA

redd3

redd3

Nie był to zawodnik o którym mówiłoby się tak wiele jak chociażby o Kobe Bryancie czy Carmelo Anthonym. Nikt jednak nie zaprzeczy, że jego popisy strzeleckie robiły naprawdę duże wrażenie. Niech za dowód dla tych słów będzie fakt, że jego rekord to 57 punktów w spotkaniu przeciwko Utah Jazz w 2006r. Co prawda mecz zakończył się porażką jego drużyny, ale tak to już bywa gdy występuje się w Milwaukee.

Na początku nic nie zwiastowało takiego rozwoju młodego rzucającego obrońcy. Bucks wybrali go dopiero z 43 numerem w 2000. Nikt nie oczekiwał od niego stania się kluczowym zawodnikiem. Ba. Nikt nie widział w nim nawet 6-7 gracza w rotacji. W pierwszym sezonie zagrał w zaledwie 6 meczach. Po części przez kłopoty zdrowotne. W drugim sezonie było o niebo lepiej. Wystąpił w 67 spotkaniach, 8 zaczynając w pierwszym składzie. Jego zdobycze punktowe wyniosły średnio 11.2 pkt na mecz, trafiając życiwoe 44% zza łuku. Jednak prawdziwą wielkość zaczął pokazywać w sezonie 2003/2004. Wystąpił we wszystkich 82 meczach sezonu zasadniczego, rzucając średnio 21.7 pkt. Nie był to jednak jego najlepszy pod względem strzeleckim sezon. W 2006/2007 rzucał 26.7 pkt, ale wystąpił w zaledwie 53 spotkaniach. Mimo wszystko był niezwykle przydatny dla swojej drużyny.

W NBA nigdy nie odniósł większego sukcesu drużynowego. Nigdy nie doszedł z drużyną nawet do Finałów Konferencji. Co innego jeśli chodzi o kadrę USA, której był reprezentantem podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie w 2008r. Amerykanie siegneli wtedy po złoto. Poza tym Michael Redd raz wystąpił w All-Star Game.

Zdrowie, a w szczególności kolana nie pozwoliły mu na dalszy rozwój, a klubowi na budowaniu zespołu wokół niego. W sezonie 2008/2009 wystąpił w tylko 33 meczach, rok później 18, a dwa lata – 10. W ostatnim z tych lat notował 4.4 pkt i został wytransferowany do Phoenix Suns. O opiece medycznej tego zespołu krążą zasłużone legendy. Redd został postawiony na nogi, i w swoim ostatnim sezonie wystąpił w 53 spotkaniach rzucając 8.2 pkt, grając u boku m.in. Marcina Gortata.

Mimo wszystko po wygaśnięciu kontraktu, żaden klub nie był zainteresowany jego usługami. Michael Redd postanowił więc zakończyć karierę przed kilkoma dniami. Był strzelcem wybitnym, któremu zabrakło dwóch rzeczy aby odnieść większy sukces. Zdrowia i naprwadę silnej drużyny. Na koniec link do jego wyczynów.

Pierwsze powołania Nawałki – Czy w tym szaleństwie jest metoda?

reprezentacja_polski

Nowy selekcjoner reprezentacji Polski przedstawił nam swoich pierwszych wybrańców. We wtorek do 15 piłkarzy z lig zagranicznych dołączyło 11 zawodników z polskich lig. Chciałem napisać „z polskiej ekstraklasy” , ale Nawałka tak nas wszystkich zaskoczył że nawet to określenie tutaj nie pasuje. Mamy bowiem w kadrze zawodnika występującego na co dzień na zapleczu ekstraklasy, bramkarza Dolcanu Ząbki – Rafała Leszczyńskiego. Nie jest to jednak jedyne zaskoczenie wśród powołanych. Co prawda nowy selekcjoner uprzedzał wszystkich że będą zaskoczenia, ale niektóre nazwiska wręcz szokują, jedno bardziej od drugiego. Ale po kolei.

Bramkarze

Do naszych etatowych bramkarzy, czyli Boruca i Szczęsnego dołączyli wracający do dobrej dyspozycji Przemysław Tytoń z PSV oraz wspomniany wcześniej Leszczyński.  Powołanie dla Tytonia nikogo nie dziwi, gdyż wrócił on ostatnio do bramki holenderskiego klubu i zbiera pochlebne recenzje, ale co u licha robi w kadrze bramkarz I-ligowego Dolcanu? Pewnie wielu z nas zadało sobie to pytanie patrząc na listę powołanych. Ja również początkowo myślałem że to kiepski żart. Jednak teraz uważam że to wcale nie jest taki zły pomysł. Nawałka wysyła wszystkim sygnał – nie ograniczajmy się do starej gwardii i pokażmy młodym, zdolnym, polskim chłopakom (muszą tacy u nas być, w końcu jest nas 38 milionów!) że jeśli tylko będą dawać z siebie wszystko w każdym meczu to sztab kadry to dostrzeże i weźmie takiego delikwenta pod uwagę. A poza tym to tylko 4 bramkarz, niech się chłopak uczy.

Obrońcy

Tutaj jest już o wiele ciekawiej. Nawałka naprawdę chce przemeblować Polską defensywę. Na liście powołanych próżno szukać podstawowego ostatnio obrońcy naszej kadry  Kamila Glika, roi się za to od debiutantów. Mamy w kadrze Pawła Olkowskiego i Rafała Kosznika z Górnika oraz Adama Marciniaka z Cracovii. Są również dawno nie widziani Michał Pazdan z Jagielonii, Marcin Kowalczyk z Rosyjskiej Wołgi Niżny Nowogród oraz Tomasz Brzyski z Legii. Niektóre z tych powołań na pewno da się obronić, inne już trochę gorzej. Ja rozumiem że szukamy lewego obrońcy już nawet pod budką z piwem ale nie wiem czy powołanie 30-letniego Kosznika, który nie widział poważnej piłki nigdy na oczy to najlepsze rozwiązanie. Podobnie sytuacja ma się z Adamem Marciniakiem. Obaj zbierają pochwały za grę w naszej lidze, jednak wszyscy dobrze wiemy jaki jest poziom w naszej „ekstra-klapie”. Tych powołań nie możemy nawet porównać do sytuacji z Leszczyńskim, ponieważ są oni od niego sporo starsi i raczej już swoich umiejętności zbytnio nie podniosą. Dla młodego Leszczyńskiego powołanie być impulsem do dalszej ciężkiej pracy, a ci dwaj Panowie już pewnego poziomu już nigdy nie przeskoczą. Uważam że dużo lepszym rozwiązaniem byłoby powołanie młodego Lewandowskiego z Pogoni lub Dziwniela Z Chorzowskiego Ruchu na takich samych zasadach jak ma to miejsce w przypadku Marcina Kamińskiego z Lecha ( wystąpi tylko w pierwszym meczu, później dołączy do kadry U-21 walczącej o awans do MME). Jest w kadrze jeszcze Tomasz Brzyski, który wygryzł ze składu Legii powoływanego regularnie Jakuba Warzywniaka, więc skoro w klubie okazał się od niego lepszy to i zasłużył na szanse w reprezentacji. Brzyski jest również obok Pawła Olkowskiego najlepszym asystującym piłkarzem w naszej lidze.  Choć i on oczywiście nie gwarantuje nam pewniej i spokojnej gry obronnej. Poszukiwania lewego obrońcy pewnie będą trwały dalej i jeszcze nie jedno nazwisko na tej pozycji nas zaskoczy.

Pomocnicy

Wśród pomocników zaskoczeń jest o wiele mniej. Trzon pozostanie ten sam, przynajmniej na razie. Mamy w kadrze Błaszykowskiego, Sobotę, Klicha i Krychowiaka więc nie spodziewajmy się rewolucji w środku pola i na skrzydłach. Jest również wiecznie niespełniony w drużynie narodowej Adrian Mierzejewski. Może pod skrzydłami Adama Nawałki pokaże pełnie swych umiejętności i zajmie miejsce pierwszego rozgrywającego. Małą niespodzianką jest powołanie dla Piotra Ćwielonga z VFL Bochum. Selekcjoner ma pewnie w pamięci jeszcze jego świetną rundę wiosenną w barwach Śląska Wrocław, gdy to on obok Sebastiana Mili i Waldemara Soboty decydował o obliczu Wrocławskiego klubu. Początek na zapleczu Bundesligi również miał świetny ( w dotychczasowych 14 występach 3 bramki i 1 asysta), jednak ostatnio spuścił trochę z tonu. Zobaczymy jak poradzi sobie w kadrze. Ćwielong latem opuścił zespół Śląska, natomiast Tomasz Hołota, kolejny z powołanych, w tym samym czasie zasilił szeregi Wrocławskiej ekipy. 22-letni Hołota rozgrywa dobrą rundę w Śląsku pełniąc często rolę tzw. Uniwersalnego żołnierza. Widzieliśmy go już w tym sezonie na pozycji defensywnego pomocnika, na skrzydle, a i pod napastnikiem zdarzyło mu się grać. Jest na pewno bardzo walecznym graczem, a doskonale wiemy że tej agresji było w grze naszej kadry ostatnio zdecydowanie za mało. Powołanie trochę na zachętę, ale jeśli dalej będzie się regularnie rozwijał może zostać kadrowiczem nie tylko z doskoku.  

Napastnicy

Jeśli o Adrianie Mierzejewskim napisałem że jest niespełniony w kadrze, to co napisać o Robercie Lewandowskim? Robert jest jednym z najgorętszych nazwisk na rynku transferowym w całej Europie, jednak w kadrze jest cieniem samego siebie. I wszyscy chyba już do tego przywykliśmy. Jego miejsce w reprezentacji jest jednak niepodważalne i możemy tylko trzymać kciuki że zacznie strzelać jak w Borusii. Obok niego w kadrze znaleźli się Artur Sobiech, Łukasz Teodorczyk i Dawid Nowak z Cracovii.   Teodorczyk ostatnio wraca do wysokiej formy i nareszcie zaczął strzelać bramki dla Poznańskiego Lecha ( 6 bramek w ostatnich 7 meczach ligowych ). Jest to materiał na naprawdę porządnego napastnika, niech więc zaprzyjaźnia się z szatnią kadry bo w przyszłości może nam dać sporo ważnych bramek. Zwłaszcza w czasach gdy o alternatywę dla Lewandowskiego tak trudno. I na koniec został mi Dawid Nowak. Bardzo ciężko ocenić mi to powołanie. Nowak osiągnął wysoką formę w Cracovii, strzela tam bramki dosyć regularnie ( 7 bramek w tym sezonie), jednak wszyscy wiemy jak podatnym zawodnikiem na kontuzje on jest. Nigdy nie wiadomo kiedy znów się połamie. Gdyby nie kontuzje, dziś pewnie grałby w solidnym europejskim klubie i byłby pewniakiem do kadry od kilku lat. Pierwsze mecze eliminacyjne dopiero za 10 miesięcy, do tego czasu Nowak może złapać jeszcze ze dwie poważne kontuzje. Doskonale wiemy że jest do tego „zdolny”. Oczywiście jest to tylko gdybanie, jednakże powołanie trochę na wyrost według mnie .

Jak widzimy w każdej formacji znajdziemy niespodzianki. A z niespodziankami tak to już jest że nie wiemy czego się po nich spodziewać. Na razie wiemy tylko tyle że Nawałka słowa dotrzymał i powołaniami zaskoczył niejednego eksperta. Czy te eksperymenty wypalą? Czy solidni polscy ligowcy okażą się zbawieniem dla kadry? Pytań jest mnóstwo. Na pierwsze odpowiedzi musimy poczekać do najbliższych meczów kadry.

Co słychać u Rookie?

ObrazekPierwsze mecze nowego sezonu, udowadniają, że niektórzy zawodnicy wybrani w tegorocznym drafcie, mogą zamieszać w lidze, zaś kilku innych będzie musiało się nieźle napocić, aby spłacić dany im kredyt zaufania. Do pierwszej grupy zdecydowanie należą Michael Carter-Williams i Victor Oladipo, z kolei do drugiej na swoje nieszczęście przynależy Anthony Bennet.

Victor Oladipo wybrany z drugim numerem przez Orlando, miał kłopoty w swoich dwóch pierwszych spotkaniach, ale w kolejnych meczach pokazał się z dużo lepszej strony. Z początku jego problem była skuteczna. We wspomnianych dwóch meczach rzucał ze skutecznością 36%. W dodatku został kilka razy zablokowany przez rywali. Na szczęście psychika wytrzymała i obecnie trafia 48% zaliczając średnio 13.2 pkt, 4.6 zb i 3.6 as w ciągu 28 minut. Poza tym chłopak tworzy widowisko.

Powiedzmy sobie szczerze. Oladipo był lansowany jako przyszła gwiazda NBA, więc jego postawa nie dziwi. Co innego jeśli zaczniemy rozmawiać o Carterze-Williamsie. Został wybrany z 11 przez Philadelphię 76ers, zespół z poważnymi ambicjami, jeśli mówimy o tankowaniu. Już w debiucie przyszło mu stanąć naprzeciw obrońców tytułu z Miami. Stanąć i wygrać w niesamowitym stylu. Już w pierwszej akcji meczu, przechwycił piłkę, w kontrze wyprzedził obrońców, i skończył z góry. Później było jeszcze lepiej. Punktował, podawał, kradł i zbierał piłki. Ostatecznie zespół z Filadelfii wygrał czteroma oczkami, a sam rozgrywający zanotował fantastyczną linijkę. 22 punkty, 7 zbiórek, 12 asyst i 9 przechwytów. W debiucie. Niemal zaliczył quardable-double. Tak, powtórzę to kolejny raz. W debiucie. Co prawda jego skuteczność pozostawia jeszcze trochę do życzenia, ale pamiętajmy, że rozegrał raptem pięć meczów w lidze, a od pierwszej chwili wskoczył w buty lidera zespołu, w którym na dodatek brakuje zawodników potrafiących zdobywać punkty, podawać, kraść piłki… właściwie to brakuje tam prawie wszystkiego. A Michael jest jedynym powodem dla którego warto oglądać mecze 76ers w tym sezonie.

Obrazek

Jedni zachwycają, inni zawodzą. Pierwszy numer draftu, Anthony Bennet, nie daje kibicom Cavaliers powodów do zadowolenia. 5 punktów, 16 zbiórek i 1 asysta w pięciu spotkaniach. Fakt faktem, w żadnym spotkaniu nie zagrał dłużej niż 15 minut, ale jego statystyki to porażka. Nikt nie przewidywał, że zostanie wybrany z pierwszym numerem. Większość typowała go na 4-6 pozycję. Ale w Cleveland stwierdzili, że będzie idealnie pasował do ich składu. Problem nie tkwi jednak w samym zawodniku. Cała drużyna ma póki co rozregulowane celowniki. Nawet Kyrie Irving. Swoją drogą dopiero w jednym spotkaniu przekroczył 20 pkt. Co prawda w przegranym meczu, ale może w końcu się odblokuje i pociągnie za sobą resztę zespołu. Jeśli chodzi zaś o Benneta, to nie zanosi się, żeby prędko przekroczył 20 pkt. W obecnym tempie będzie potrzebował na to jeszcze 15 spotkań. Jego dorobek to dwa trafione rzuty wolne i jedna trójka. Szału nie ma, miejsca na poprawę całe mnóstwo. I na to liczymy Anthony. 

Kadra U-21 – nadzieja na lepsze jutro?

kadra u21

Kadra Waldemara Fornalika nie dała nam w tym roku zbyt wielu powodów do radości. Nawet najwięksi minimaliści muszą przyznać, że wyprzedzenie w eliminacjach jedynie Mołdawii i San Marino to żaden powód do dumy. Polski kibic chce w końcu być świadkiem sukcesu, nawet tego najmniejszego. Teraźniejszość nam tego sukcesu nie dała, więc jedyne co nam pozostaje to patrzeć z nadzieją w przyszłość. A przyszłość zapowiada się naprawdę ciekawie.

Mamy bardzo obiecującą kadrę U-21, która walczy właśnie o awans na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy w Czechach. W tym momencie zawodnicy Marcina Dorny są na drugim miejscu w tabeli, punkt za prowadzącą Turcją. Z Turcją nasi piłkarze mają lepszy bilans bezpośrednich spotkań, więc w przypadku równej liczby punktów to my będziemy wyżej w tabeli. To samo się tyczy spotkań z reprezentacją Szwecji. Trzeba więc przyznać, że szanse na awans są całkiem spore.  W listopadzie kadrę czekają mecze z Maltą i Grecją. Sześć punktów w tych dwóch spotkaniach znacznie przybliży Polaków do awansu. W końcowym rozrachunku ważne będą również wyniki innych spotkań, ale w młodzieżowym futbolu dużo łatwiej o niespodzianki niż u seniorów, więc grunt to samemu nie tracić punktów. Dlatego też Selekcjoner Dorna bierze na pokład wszystko co ma najlepsze. Na razie wysłał powołania do zawodników z lig zagranicznych, ale fakt że wydarł z dorosłej reprezentacji, występującego tam regularnie Piotra Zielińskiego, pokazuje nam że strata punktów nie wchodzi w rachubę. W ciągu kilku najbliższych dni powołania otrzymają pewnie tacy zawodnicy jak Furman, Chrapek, Steblecki czy Kamiński (choć akurat on ma jedno spotkanie zagrać w dorosłej kadrze). Oni w połączeniu z Pawłowskim, Wolskim czy Milikiem tworzą mieszankę iście wybuchową.  Potencjał ci zawodnicy  mają naprawdę spory i mogą nam dostarczyć mnóstwo radości. Nie chce ich idealizować i mówić że za kilka lat będziemy drugą Belgią ( swoją drogą – skąd oni biorą tych chłopaków?), historia futbolu zna już o wiele bardziej spektakularne przypadki zaprzepaszczenia wielkiego talentu, ale w czasie gdy seniorska kadra doprowadza nas na skraj załamania nerwowego, Ci młodzi chłopcy są dla nas, kibiców, jak powiew nadchodzącej wiosny.

Dlatego kibicujmy im z całych sił i trzymajmy za nich kciuki, bo w końcu mamy młodzież która zasługuje na uwagę i może nam dostarczyć masę pozytywnych emocji. Awans na Mistrzostwa Europy, jest realny a już tam można wygrać bilety na Olimpiadę. Każdy chyba by chciał oglądać naszych chłopaków na brazylijskich boiskach (Seniorzy się tam nie pojawią, więc może chociaż młodzieży się uda?).  Pamiętacie jak się skończyła ostatnia wizyta naszych piłkarzy na olimpiadzie? No właśnie… Pomarzyć zawsze można. 

 

Mecz otwarcia dla Heat!

Nareszcie. Po 120 dniach przerwy sezon w NBA znów ruszył. Sam mecz poprzedziła ceremonia wręczenia mistrzowskich pierścieni dla zespołu z Florydy. Jest to trzecie mistrzostwo zarówno Miami jak i Wade’a.

Prawdę mówiąc liczyłem na lepszy występ Chicago. Ręka nie drżała jedynie Carlosowi Boozerowi (rzucił 31 pkt i zebrał 8 piłek) i Butlerowi (20 pkt). Ten ostatni nieźle spisywał się przeciwko Jamesowi, ograniczając go do 17 pkt i przechwytując w całym spotkaniu 5 piłek. LBJ miał 6 zbiórek i 8 asyst. Bosh i Wade zdobyli łącznie 29 pkt. Największe brawa należą się jednak trójce Allen, Cole, Battier. W sumie rzucili 36 pkt, zanotowali 11 asyst i trafili 8 trójek. Derrick Rose powrócił, ale zagrał na fatalnej skuteczności, trafiając 4 z 15 rzutów z gry, 1 na 7 za trzy.

107 – 95 dla Heat

http://www.youtube.com/watch?v=FCxbYfwzh_U

Gortat Czarodziejem !

                           Obrazek

 


Gortat w Washington Wizards? W klubie mającym ambicję bić się o playoff’s w nadchodzącym sezonie zamiast -obniżających loty i stawiających śmiało na młodzież, bo nie zależy im na natychmiastowych osiągnięciach- Suns? Dla mnie bomba. Przynajmniej z perspektywy naszego rodzynka w NBA.

            Powiedzmy sobie szczerze. Phoenix Suns w ostatnim czasie nie traktowali Gortat jak zawodnika z którym wiązaliby przyszłość. Coraz rzadziej wykorzystywany w ataku, co prowadziło do rosnącej frustracji z jego strony. Poza tym w drafcie Słońca wybrały Alexa Lena z piątym numerem, nieprzypadkowo grającym na pozycji centra. Oczywiście początkowo wypływały do mediów wypowiedzi zgodnie z którymi Gortat miałby być mentorem dla młodego zawodnika. Piękna perspektywa otwierała się przed Polakiem. Uczyć utalentowanego żółtodzioba, a gdy tylko złapie trochę obycia w lidze – usunąć się w cień, a najlepiej zmienić klub. Plus? Satysfakcja z pomocy przy wyszkoleniu Alexa. Minus? Stała świadomość, że z każdym dniem staje się coraz mniej przydatny swojemu zespołowi, a jego dni zmierzają ku końcowi. W ogólnym rozrachunku sytuacja nie do pozazdroszczenia. Ale po kolei.

            Zajmijmy się najpierw tą bardziej interesującą częścią transferu Gortata. Co go czeka w Washingtonie? Przede wszystkim niezły zespół oparty o w końcu zdrowego (miejmy nadzieję) i zmotywowanego Johna Walla, który podczas wakacji podpisał z Czarodziejami maksymalny kontrakt. Tak wiem. W preseason tego nie widać. Ale sam zainteresowany przyznaje się do tego ze szczerym rozczarowaniem i obietnicą poprawy. Tak wiem po raz drugi. Półdystans i trójki to nie są jego znaki firmowe. Ale zrobił w tym temacie znaczne postępy co mogliśmy obserwować w poprzednim sezonie. A propo zeszłego sezonu. John Wall ominął jego lwią część z powodu kontuzji kolana. Zespół ciągnęli wtedy inni zawodnicy, ale z marnym skutkiem. Po powrocie Walla, Wizards zanotowali bilans 24-25. Nie byłoby w tym może wielkiego szału, gdyby nie fakt, że bez niego Washington był najsłabszą drużyną w lidze! Rezultat powinien jeszcze ulec poprawie w związku z tym, że w początkowych meczach starał się złapać rytm meczowy i powrócić do dyspozycji sprzed kontuzji. Swoją drogą dla zainteresowanych przedstawiam ciekawą linijkę. W ostatnich 20 meczach sezonu, Wall notował blisko 24pkt, 5as i 5zb na mecz! All-star? Gdyby rozegrał cały sezon na zbliżonym poziomie, to pytanie moglibyśmy wrzucić do koszyka retorycznych. Jego umiejętność wchodzenia pod kosz, szybkość i kozioł są nie do przecenienia. Bardzo dobrze wykorzystuje także kolegów z drużyny, zwłaszcza jeśli chodzi o posyłanie im piłek za linię rzutów za 3pkt. W takich wypadkach piłka często ląduje w rękach doświadczonego Trevora Arizy, który trafił w poprzednim sezonie 40 z 85 prób z rogów. Z innych miejsc szło już mu gorzej, ale mimo wszystko jest dużym zagrożeniem z dystansu. Dodajmy do tego bardzo utalentowanego strzelca, jakim jest Bradley Beal, dla którego będzie to drugi sezon w NBA. Ma świetną technikę rzutową, a po powrocie Walla zaliczał 45.8% z gry i aż 48.4% za 3 w 30 meczach! Posiada bardzo duży potencjał i za kilka lat powinien być w Top5 rzucających obrońców. 

            W zespole znajduje się także Nene, którego zdrowie pozostawia wiele do życzenia. Po jednym z meczów przedsezonowych stwierdził, że jego minuty powinny zostać ograniczone ze względu na zdrowie. Wszystko ok, gdyby nie fakt, że wypowiedział te słowa po spotkaniu w którym rozegrał 22minuty! Nie wróży mu to najlepiej. Poza tym zagrożeniem będą trójki Martella Webstera, zwłaszcza te z rogów, które trafiał w poprzednim sezonie ze skutecznością 49,3%. To solidny zawodnik zapewniający 11-13 pkt na mecz.

            Co więc czeka Gortata w takim towarzystwie? Trzecia lub nawet czwarta opcja w ataku. Chyba nikt nie wierzy, że jego gra w ataku stanie się ważniejsza od Walla i Beala? No właśnie. Sądząc po wypowiedziach Marcina jeszcze za czasów gry w Suns, jest on gotów wziąć większy ciężar gry na siebie, ale czy będzie mu to dane? Ciekaw jestem jak będzie wyglądał picka-and-roll Gortata i Walla. Poza tym Polak bardzo dobrze pracuje na nogach jak na wysokiego gracza, jest dosyć mobilny i posiada nienajgorszy rzut. Z kolei jego zasięg rąk może straszyć w defensywie. Ogólnie Gortat powinien dostać około 30minut w każdym meczu zwłaszcza po wspomnianych wypowiedziach Nene.

            Koszt pozyskania Gortata nie był znowu tak duży. Suns przejęli wybór (zastrzeżony w Top-12 w 2014 i Top-10 w 2015) w drafcie, co oznacza, że mają już ich cztery co idealnie pasuje do budowy młodego zespołu wokół Bledsoe. Do Phoenix przeniósł się także Emeka Okafor i jego 14 milionowy kontrakt. Dla Słońc świetna wiadomość. Za rok zejdą z jego kontraktu, a przez jego problemy zdrowotne, bez przeszkód mogą stawiać na młodego Alexa Lena. I tankować. Oprócz Gortata czarodziejem został rzucający obrońca Shannon Brown i Malcolm Lee, choć niektórzy ćwierkają, że ich kontrakty zostaną rozwiązane (co do ćwierkania – odwiedzajcie naszego Twittera). 

            Można powiedzieć, że to wymiana na której każdy zyskuje. No dobra, poza tymi dwoma byłymi słoneczkami, które prawdopodobnie zostaną zwolnione. Jednak przyjście Gortata spotkało się z dezaprobatą wielu kibiców. Oskarżają zespół o brak ambicji i pchanie zespołu w kierunku przeciętności. Wg wielu lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie Okafora w składzie, rozegranie tego sezonu, wybranie zadaniowca w drafcie zamiast oddawania pick, zejście z kontraktu Emeki, wykorzystanie wolnych pieniędzy na 1-2 graczy i walka o coś więcej niż awans do playoffs. Piękny plan, tylko trochę trudny do spełnienia. Washington w obecnym składzie może być spokojny o awans do playoffs. Co za tym idzie? Niski wybór w drafcie. A trzeba Czarodziejom oddać, że potrafili marnować o wiele wyższe picki. Dlatego wolą sprawdzić co uda im się ugrać tym składem, a po sezonie ewentualnie przeprowadzić kilka zmian.

            Dla Gortata ten sezon będzie okazją do udowodnienia swojej wartości, o której bardzo lubi mówić. Jego kontrakt jest ważny jeszcze tylko rok, więc możliwość zwiększenia swojej wartości w oczach GM-ów i walka o nowy kontrakt (niekoniecznie z Wizards) powinna go dodatkowo zmotywować.

 

           


Nawałka – świetny trener, ale jaki selekcjoner?

DLOKASportPolska kadra piłkarska ma nowego selekcjonera. Ta niewdzięczna rola została powierzona Adamowi Nawałce. Nowy selekcjoner stoi przed nie lada zadaniem – musi się przypodobać kilkunastu milionom piłkarskich ekspertów w naszym kraju. Misja wręcz niewykonalna, można nawet powiedzieć że samobójcza. W Japonii na takich delikwentów mówi się kamikaze. Czy nowy selekcjoner podoła temu zadaniu?

Wielu z nas, czyli tzw.  „ekspertów” ma wątpliwości co do słuszności powierzenia tej funkcji Nawałce. Ja, przynajmniej na razie również zaliczam się do tej grupy. Czy trener Nawałka okaże się równie świetnym selekcjonerem? Bo do tego że trenerem jest świetnym nie mam najmniejszych wątpliwości. Jego Górnik Zabrze gra naprawdę fajnie, ofensywnie i przyjemnie dla oka. Selekcjoner elekt potrafi również wydobyć maksimum umiejętności z takich zawodników jak Zachara czy Przybylski. Widzi się z nimi każdego dnia, wie jakie posiadają mankamenty i nad czym muszą pracować na treningach. I tu dochodzimy do sedna sprawy – trener ma ze swoimi zawodnikami kontakt codziennie. Selekcjoner widzi się ze swoimi wybrańcami maksimum tydzień kilka razy do roku. I przez ten czas musi tą zbieraninę poukładać tak by funkcjonowała jak najlepiej. Nie ma czasu żeby nauczyć lewego obrońcę jak się utrzymuje linie spalonego, nie poprawi przyjęcia piłki u rozgrywającego itd. . A właśnie na tym Nawałka zna się najlepiej. Nie jestem przekonany czy trafi do głów Lewandowskiego czy Błaszczykowskiego i przekona ich że jego koncepcja jest najwłaściwsza i tylko ona zapewni sukces reprezentacji. Liderzy naszej kadry to charakterni zawodnicy, którzy znają swoją wartość i wiedzą na co mogą sobie pozwolić. Potrzebują autorytetu za którym będą gotowi wskoczyć w ogień. Czy Nawałka jest taką osobą? Nowy selekcjoner Ligę Mistrzów ogląda tylko w telewizji, podczas gdy Lewandowski śrubuje tam średnią bramek na mecz lepszą od Cristiano Ronaldo. Nie wiem czy taki ktoś może być prawdziwym autorytetem dla naszych gwiazdeczek, Właśnie dlatego uważam że najlepszą opcją byłoby zatrudnienie zagranicznego szkoleniowca. Kogoś kto nie jest skażony legendarną już „Polską myślą szkoleniową”. Kogoś kto wie jak smakuje wielka piłkarska impreza. Jednak każdy doskonale wie, że „jak się nie ma co się lubi to …”.

Naprawdę chciałbym żeby ten eksperyment wypalił, żeby Polacy w końcu wydobyli się z tego zawstydzającego, 69 miejsca w rankingu FIFA. Nie chce już liczyć kolejnych meczy Lewandowskiego bez bramki w kadrze. Chce widzieć, jak nasi reprezentanci pokonują w meczu o punkty kogoś więcej niż tylko Mołdawię i San Marino. Mam nadzieje że te czasy nadejdą jak najszybciej, ale wiadomo co mówią o nadziei…